wtorek, 13 stycznia 2015

pierwszy spacer

Pogoda dzisiaj cudowna i dodająca skrzydeł, dlatego też, kiedy tylko córka z tatą pojechała do babci, żeby spędzić dzień z miłością swojego życia, seterem Goldi, udaliśmy się z Arturem na spacer. Na pierwszy spacer matki z synem. 

Niestety, pora roku, pogoda, okoliczności często nie sprzyjały spacerowaniu i Artur w tej kwestii jest mocno opóźniony w porównaniu z urodzoną w marcu Polą. Poza tym jeśli już był na spacerze to raczej z całą rodziną, bo tak logistycznie dużo łatwiej. Ale dzisiaj nadarzyła się niezwykła okazja i udaliśmy się na spacer tylko we dwoje. Cudownie było spacerować ze śpiącym dzieckiem i kontemplować. Po prostu myśleć o tym na co przyjdzie ochota, a nie o tym, czy córka spadnie z krawężnika czy też czy nie podchodzi za blisko płotu zza którego patrzy wielki pies.

Uwielbiam spacery rodzinne, bardzo lubię wyjścia tylko z córką, ale spacerowanie z głębokim wózkiem, kiedy w plecy grzeje słońce, a nad głową błękit nieba, to uczucie cudowne i rekompensujące różne niewygody. Jedziesz wózkiem i nikt nie krzyczy, że chce wysiąść, bo teraz pójdzie na nogach, nikt nie wyrzuca zabawek z wózka - to ulotne chwile i trzeba je łapać póki jest okazja. Dzisiejsze słońce dało mi nadzieję, że wiosna już blisko, bo bardzo mi jej brakuje. Mam nadzieję, że zima nie zagra mi na nosie ;)


 pamiątkowa fotka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz