wtorek, 27 stycznia 2015

wybory

Jak powszechnie wiadomo, życie to sztuka wyborów i nam ostatnio życie kazało wybrać. Musieliśmy wybrać między planami, między marzeniami, zadecydować czy mieć czy być.

Od dawna marzyliśmy o małym fajnym domku, najlepiej w górach. Niby marzenia były odległe, ale ciągle się przewijały w naszych rozmowach i zawsze gdzieś była nadzieja, że taki domek mieć będziemy.

Kiedy na świat miał przyjść Artur stwierdziliśmy, że nasze mieszkanie robi się ciasne i należy poszukać czegoś większego. Zaczęliśmy się rozglądać za domkiem, ale bardzo bolesny rachunek sumienia dowiódł, że własny domek to ogrom obowiązków, z którymi możemy sobie nie poradzić. Tak więc stanęło na tym, że szukamy większego mieszkania, co jak się okazało wcale łatwe nie jest.

Udało nam się znaleźć mieszkanie, w którym dobrze by się mieszkało, w którym moglibyśmy być szczęśliwi. Rozpoczęliśmy procedury kredytowe, mieliśmy się zadłużyć na całe życie, na całe trzydzieści lat, które niewiadomo jak się poukładają. Decyzja była jednak przemyślana i ze spokojem czekaliśmy na wiadomości z banku. 

Oczyma wyobraźni urządzaliśmy mieszkanie, myśleliśmy o wycieczkach rowerowych po pięknej okolicy, o tym, że będziemy mieli garaż i nie trzeba będzie walczyć o miejsce parkingowe pod blokiem. I wtedy nastąpiła weryfikacja. 

Bank postawił nam takie warunki, że raz jeszcze przeanalizowaliśmy swoją sytuację i postanowiliśmy zrezygnować z kredytu i pięknego mieszkania z widokiem na góry i własnym garażem. Będziemy dalej mieszkać na naszych 48 metrach bez kominka i wielkiego balkonu, ale za to w naszym życiu nie będzie stresu o pieniądze na następną ratę, a nasze dzieci zobaczą kawałek świata i będą mogły wspominać fajne wakacje i wyjazdy z rodzicami. Coś za coś. 

Początkowo był wielki niesmak, że zostaliśmy potraktowani co najmniej jak osoby niegodne zaufania, a przecież oboje pracujemy na czas nieokreślony, ileśtam zarabiamy, nie mamy żadnych zobowiązań, ani historii, która mogłaby budzić obawy, a jednak bank postanowił nas wystawić na wielką próbę. 

Wierzę, że czasem ktoś daje nam jakieś znaki i wierzę, że tym razem to był znak, żeby nie stawiać swojego wspólnego szczęśliwego życia pod znakiem kredytu. Może za pięć czy dziesięć lat sytuacja się zmieni i będą lepsze możliwości, póki co jednak z lekkim sercem planujemy mały remont, który naszym dzieciom przyniesie własny pokój. Powoli myślimy też o wakacjach, które dzięki bankowi będą mogły być słoneczne i beztroskie. W swojej początkowej złości na decyzję banku nie sądziłam, że z czasem będę mu wdzięczna, że pokazał nam co ważne i pomógł dokonać słusznego wyboru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz