piątek, 23 stycznia 2015

Zbuntowany Anioł

Córka nasza posiada całkiem spore grono fanów, które bacznie śledzi jej losy, przygody i skoki rozwojowe. To właśnie z myślą o nich kilka słów co u Poli słychać. 

Pola odnalazła się w nowej sytuacji jaką było pojawienie się brata. Przekonała się, że miejsca w domu i sercach rodziców wystarczy i dla niej i dla Artura. Przestała go nazywać "dzidzią", teraz jest to Arti, a kiedy za mamą powtarza "Arturku" jest to najbardziej rozkoszne "Arturku" od gór aż do morza. Jak donosi znajdująca się w naszym domu żyrafa, Pola mierzy już 92 cm. Nasza waga aktualnie niczego nie donosi, bo nie ma baterii, ale figurę córka nasza ma całkiem atrakcyjną, co zawdzięcza sporej dawce ruchu zażywanej każdego dnia.

Momentami wydaje się, że Pola jest najbardziej uporządkowaną i dbającą o porządek osobą w naszym domu. Doskonale wie co gdzie być powinno i kiedy czasem ktoś odłoży gdzie indziej natychmiast interweniuje. Kiedy tylko znajdzie jakiś "śmieć" informuje, że należy go wyrzucić "do kubła" i biegnie do kuchni, kiedy zdarzy się, że wychodzący do pracy tata zabrał worek ze śmieciami do wyrzucenia i kubeł stoi bez worka, dziecko otwiera szufladę i przychodzi z rolką worków do mamy, żeby uzupełniła braki pozwalając jej wyrzucić śmieć do kubła. Kiedy zauważy, że w łazience deska od ubikacji jest podniesiona natychmiast ją opuszcza. Kiedy tylko coś rozleje biegnie po mopa lub szmatkę, żeby po sobie posprzątać. Kiedy przyjeżdżają zakupy pomaga rozpakować doskonale wie gdzie jaki produkt należy zanieść, co stwierdzam jest bardzo pomocnym zachowaniem. Nadal jest skarbnicą wiedzy jeśli chodzi o lokalizowanie zaginionych przedmiotów.

Pola jest ciekawa świata i nowości, ale jednocześnie ma bardzo poukładany swój świat i jeśli pojawiają się w nim niezapowiedziane zmiany to ciężko jej się z nimi pogodzić. Przykładem może być firanka zdobiąca okno balkonowe - kiedy Pola raczkowała i zaczynała wstawać musiałam zrezygnować z jej upinania, bo wówczas próbowała się po niej wspinać, co było niebezpieczne, natomiast na luźno powieszoną siegąjącą podłogi firankę zupełnie nie zwracała uwagi. Kiedy niedawno uznałam, że spokojnie mogę wrócić do podwieszania firanki na specjalnym drewnianym kółku, nastąpiło wielkie zaskoczenie. Cała rzecz wydarzyła się podczas drzemki Poli, kiedy dziecko wstało zastało nowy wygląd balkonowego okna i widok ten był tak bardzo szokujący, że sparaliżowana była w stanie zbliżyć się tylko połowy pokoju. Sprawę komplikowało to, że w drugiej połowie pokoju, tej z nową firanką, znajdowały się wszystkie zabawki Poli. Kiedy firankę rozpuściłam luźno dziecko jak gdyby nigdy nic podchodziło do okna i swoich zabawek, kiedy ją upięłam dziecko było sparaliżowane i nie odważyło się do okna podejść. Ze dwa tygodnie zajęło nam oswajanie się z nowym wizerunkiem naszej starej firanki. 

Blond loczki, błękitne oczęta i piękny uśmiech pozwalają myśleć, że mamy do czynienia z Aniołkiem. I owszem sporo jest chwil kiedy człowiek sobie myśli "mój aniołek kochany" i ma ku temu powody, bo dziecko bardzo pozytywnie zaskakuje. Jednak ostatnio nasz aniołek postanowił pokazać, że jego zdjęcie mogłoby zdobić nie tylko najpiękniejsze bajki na dobranoc i uzmysłowił nam, że bunt dwulatka to fakt, a nie wymysły uczonych, czy dorosłych nieradzących sobie z wychowaniem dzieci. Kiedy nasza córka zacieśniała więzy ze słowem "nie" i niewiele więcej można było od niej usłyszeć, wówczas zajrzałam do uczonych książek i jakbym tam o swojej pierworodnej czytała! Poniekąd ucieszeni, że nikt nam dziecka nie podmienił i że córka nasza walczy o swoją tożsamość buntując się przeciw narzucanym jej normom, zaczęliśmy opracowywać strategie jak postępować, żeby dziecko zrobiło jak chcemy i tak zdarza się, że chcąc, żeby zjadło kanapkę namawiamy ją, aby tego nie robiło, jest to najlepsza gwarancja sukcesu.

Niefortunnie bunt dwulatka pojawił się u nas dwa miesiące przed czasem i przeszkodził w odpieluchowywaniu, które od lipca próbujemy przeprowadzić. Pierwsza próba została zakończona po kilku dniach, bo dziecko zupełnie nie rozumiało o co nam chodzi. Kolejnym próbom stanęły na drodze: bostonka, wielki brzuch mamy, narodziny brata, czas wielkiego chorowania i kiedy w końcu rozpoczęliśmy proces spotkał się on z buntem dwulatka, który patrząc prosto w oczy sikał w majtki, mimo, że dwie minuty wcześniej siedział na nocniku, a w dodatku wieczorem dostał wysokiej gorączki, co prawda spowodowanej ząbkowaniem, ale zmusił nas do zawieszenia broni na kilka dni. 

Dziecko nasze coraz lepiej się komunikuje i prezentuje coraz bogatszy zasób słownictwa. Kiedy w telewizji widzi góry od razu o tym informuje, dodając jedno z moich ulubionych zdań: "tata wziął mnie w góry", tata to w ogóle jest w siódmym niebie, że córka takie rzeczy mówi i nie może sie doczekać, kiedy ją znowu w góry weźmie. Zasób słownictwa Poli zawiera również słowo jej autorstwa brzmiące "tapta" a oznaczające babcię. Powoli słowo to ewoluuje i obecnie brzmi: "tapcia". Ostatnio spotkaliśmy się z pierwszym problemem, których nasz język ojczysty zapewnia dostatek, a mianowicie jak wytłumaczyć dziecku, że jest równocześnie i "ja" i "ty". Skoro mama mówi "ty rysujesz", "ty ładnie zjadłaś" to w końcu dziecko zaczęło mówić o sobie "ty" i na pytanie "kto jest na zdjęciu" zamiast "ja" odpowiadało "ty". Na szczęście po krótkiej lekcji języka polskiego udało się osiągnąć sukces w tej kwestii i tak na pytania dotyczące jej własnej osoby Pola odpowiada "ja".

Dzisiaj miała miejsce sytuacja, która uzmysłowiła mi, że już niedługo będę miała sporo powodów, żeby na blogu pojawiła się kategoria dialogów naszej córki, bo coś czuję, że perełek będzie sporo. 
A było to tak:
Pola: Mama, kupa!
Mama: Chcesz kupę?
Pola: Nieee
Mama: Aha, zrobiłaś kupę, chodź się przebrać.
Mama (chwilę później podczas zmiany pieluchy): a kto zrobił kupę?
Pola: JA
Mama chcąc zaakcentować, że dziecko użyło właściwej osoby: Tak, "ja zrobiłam kupę"
Pola ze zdziwieniem: Mama też zrobiła kupę???

Już nie odważyłam się prostować tej skomplikowanej językowej sprawy ;)

A oto bohaterka dzisiejszego wpisu:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz